Wszyscy trąbią o filmiku z senatorem opublikowanym przez brukową gazetę. Moralna ohyda. Zgnilizna. Demoralizacja. Urządza się publiczny lincz kolorowo obrazowany w brukowcach. Ton nadają – jak zauważył prof. Sadurski – właśnie brukowce, które zgodnie z logiką swojego funkcjonowania z kwestii prywatnej robią publiczną. I na odwrót: z kwestii publicznych robią prywatne. Ten język przechwytują dziennikarze i blogerzy, aby trafić do jak najszerszej liczby odbiorców trzeba obniżyć standardy i rzecz przedstawić w jak najprostrzy sposób, dostarczyć przyjemnej i łatwej rozrywki, rozbudzić w masach emocje, aby jutro znów sięgnęli po brukowca szukając nowych-starych wrażeń. I masy Polaków czytają z oburzeniem: wciągał kokainę z dziwkami. Tysiące ludzi, którzy notorycznie jeżdzą po pijaku, biją żony, bluzgają jak przysłowiony szewc, chodzą do agencji towarzyskich, upijają się do nieprzytemności teraz sapią z oburzenia.

Straszna rzecz kokaina i dziwki. Przecież to jedne z filarów europejskiej cywilizacji. Dziwki towarzyły jej od dawna: korzystali z nich możnowładzcy, żołnierze, dostojnicy kościoła, inspirowały poetów i malarzy. Bez dziewiek nie było by żadnej poważnej wojny, żadnego kongreu pokojowego, żadnych negocjacji. Kokaina pojawiła się nieco później, bo w drugiej połowie XIX wieku. Ale jakie za to miała wzięcie! Gdyby nie kokaina nie powstało by wiele dzieł kultury. Nie zorganizowano by wielu wypraw polarnych. Żołnierze nie walczyli by tak dzielnie. Stevenson nie napisałby tego, co napisał. I tak dalej. Zygmunt Freud być może nie stworzyłby swojej koncepcji, gdyby nie mógł „podkręcać się” koką. Notabene napisał nawet pochwalną rozprawkę na temat kokainy Uber Coca.

Mnie ani ziębi ani grzeje, że senator sobie wciągnął kreskę nosem w towarzystwie dziwek – w końcu pewnie się dobrze bawił. Bawił się nikomu nie szkodząc. Dziwi mnie, że salonowi piewcy wolności nie stają w jego obronie: dlaczego państwo ma zabraniać dorosłej osobie korzystać z radości jaką daje kokaina?

Cała ta sprawa została „umoralniona” w negatywnym sensie, sprowadzona do obyczajowego skandalu. Ale w istocie ważne jest co innego. Otóż, po pierwsze, zaskakuje jako że o artystę tutaj chodzi jak mała fantazję ma senator. Jaki niewyrobiony zmysł estetyczny. Dziwki i koka – przecież to scena jak z taniego filmu gangsterskiego kategorii C. Nie spodziewałam się tego po takim scenarzyście. Po drugie, problemem jest nie to, że wciągał czy nie wciągał tylko to czy złamał prawoczy nie. Senator prawa łamać nie powinien. I tutaj nie ma dwóch zdań. Po trzecie, sprawa pokazuje również upadek etosu zawodowego dziwki. Nikomu nie można ufać. Tak więc potencjalny kliencie agencji towarzyskiej: pamiętaj zawsze możesz być nagrany komórką a w necie może pojawić się filmik jak sobie radośnie na boku kopujesz.